Żadna szanująca się agencja nie wystartuje w przerośniętym przetargu… 12.02.2010

strajk_belgia_0.jpgBudżet oraz ilość startujących w przetargu agencji to dwie podstawowe informacje, które należą się każdej agencji startującej w przetargu. Tego wymaga kultura biznesu. Łatwo policzyć, ze przygotowanie się do przetargu może kosztować – w zależności od projektu – od 15 do 40 tys. PLN. Wszystko zależy od skali przedsięwzięcia. Jeśli w przetargu startuje 10 podmiotów to startowanie w nim nie ma sensu, bo zbyt mała jest szansa na zwycięstwo. Sensownym kompromisem jest zaproszenie 3-4 agencji.

Zaproszenie zbyt dużej ilości agencji źle świadczy o zapraszającym również z innego powodu. Pal sześć że nie ceni czasu i pracy agencji – to się zdarza. Co jest gorsze nie ceni również swojego czasu. Oznacza to, że podczas projektu istnieje spore ryzyko nieuzasadnionych zmian zdania i rozciągania go w czasie. Dobry klient to klient konkretny. Taki, który wie, czego chce. Spotykamy się i karty na stół, trzy agencje, 400 tys. zł w puli, spotykamy się za dwa tygodnie, a po kolejnych dwóch mamy zwycięzcę. Po żołniersku. Tak działają ludzie konkretni. Tacy, którzy szanują swój czas.

Każda akcja uświadamiająca potencjalnym klientom bezsens tworzenia przetargowych potworków jest niezwykle cenna. Byłbym za przeniesieniem tego strajku do Polski ale… nie wiem, dwa, trzy lata temu. Teraz wydaje mi się, że problem przetargowych potworków nie pojawia się na masową skalę. Od dwóch lat mam uczucie gonienia w piętkę. Pracy jest tyle, że żadna szanująca się agencja nie wystartuje w przerośniętym przetargu, bo po prostu nie ma czasu na bzdury. W dzisiejszych czasach na przerośniętym przetargu straci tylko potencjalny klient. Co z tego, że zgłosi się do niego 10 agencji, skoro wszystkie będą spoza ścisłej kreatywnej czołówki. Czołówka bowiem będzie zajęta poważnymi projektami. Zapraszając zaś drugą ligę klient będzie miał drugoligowy pomysł, drugoligową egzekucję i drugoligowy efekt. Nie jest to oczywiście regułą, ale w większości przypadków się stosuje.

Podejrzewam, że w obecnym czasie sytuacja w Belgii jest gorsza niż ta, którą mamy w Polsce. Jeśli Belgowie mają u siebie spowolnienie (a wszystko na to wskazuje) to naturalną jego konsekwencją jest mniejsza ilość pracy. Jej efektem zaś wygórowane oczekiwania klientów, które w wynaturzonej formie objawiają się w zapraszaniu do przetargu 10 podmiotów. Dlatego, chyba po raz pierwszy w życiu, cieszę się z tego, że żyję w Polsce ;)

Komentarz został opublikowany w serwisie Interaktywnie.com.

Komentarze

tom

23.03.2010 - 16:04

Bełkot. Brak konkretnych argumentów. Warto zachować trzeźwe myślenie po przegraniu paru przetargów.

Dodaj komentarz

Subskrybuj

Najpopularniejsze posty